By A Web Design

Zwrot dóbr - gra na zwłokę

Zapowiadana szumnie przez rząd ustawa reprywatyzacyjna ma szanse wejść w życie najwcześniej za dwa lata, tymczasem rząd zmniejsza fundusz, z którego miały być wypłacane rekompensaty za znacjonalizowane mienie.

Gra na zwłokę może Polskę sporo kosztować, czego najlepszym przykładem jest działalność reaktywowanej firmy Giesche. Realizacja wszystkich jej roszczeń zepchnęłaby Katowice na skraj ruiny.

Na rekompensatę za zrabowane przez komunistyczne państwo mienie czeka dziś niemal milion Polaków.

Większość to spadkobiercy tych, którym po II wojnie światowej odebrano dorobek pokoleń. Kolejne rządy, których od 1989 r. było trzynaście, najpierw rozbudzają, a potem grzebią ich nadzieje.

Ustawa reprywatyzacyjna przewiduje zwrot 15-20 procent wartości utraconego mienia w latach 1944-62 osobom, które w 1939 roku miały obywatelstwo polskie, oraz dla ich spadkobierców. Wysokość tych wypłat szacowana jest na 20 mld zł, tyle że w Funduszu Reprywatyzacyjnym są niecałe 4 mld zł. W tym i przyszłym roku miało do niego wpłynąć 5 proc. odpisu ze sprzedaży państwowych firm, ale odpis zmniejszono do 1,5 proc. Przez kryzys. Według danych Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Rewindykacyjnych, liczba skonfiskowanych majątków wynosi 250 tysięcy. Szef OPOR Mirosław Szypowski ostrzega: - Gdyby państwo zaniechało wprowadzenia w życie ustawy reprywatyzacyjnej, musiałoby się liczyć z kosztem sięgającym 270 mld zł.

W kolejce po sprawiedliwość ustawia się coraz dłuższa kolejka potomków okradzionych ziemian, przedsiębiorców, aptekarzy, młynarzy, Polaków pochodzenia żydowskiego i niemieckiego. Nie idą do sądu, bo większości na to nie stać.

- To niedopuszczalne, że państwo nie szanuje praw własności. Sprawa reprywatyzacji powinna być dawno uregulowana - irytuje się Jerzy Gorzelik z Ruchu Autonomii Śląska. Dodaje, że zwracanie majątków, zwłaszcza kamienic, może mieć przykre konsekwencje dla osób, które w nich mieszkają, ale odpowiedzialność za to powinno wziąć na siebie państwo. Bo to one kiedyś własność odebrało.

W Śląskim Urzędzie Wojewódzkim toczą się 32 postępowania o uznanie za niezgodne z prawem odebranie majątków ziemskich na podstawie dekretu o reformie rolnej.

- Wnioski dotyczą m.in. zespołu pałacowo-parkowego w Złotym Potoku i majątku w Pilicy. Badamy też sprawy pojedynczych działek - mówi Daria Kolonko, dyrektor Wydziału Nadzoru Właścicielskiego.

Majątek w Złotym Potoku to park założony w XIX wieku i pałac Raczyńskich, w którym obecnie jest muzeum. Ostatni właściciel, hrabia Karol Raczyński (wnuk Zygmunta Krasińskiego), zmarł w Łodzi w 1945 r. Dziś sprawiedliwości szukają jego spadkobiercy.

Majątek w Pilicy po wojnie był siedzibą domu dziecka i zakładu wychowawczego dla młodzieży. W 1989 r. pałac i park kupiła Barbara Piasecka-Johnson. Nowy właściciel, który nabył majątek w dobrej wierze, to dla spadkobierców kolejna komplikacja.

- My orzekamy tylko czy dany majątek podlegał pod dekret o reformie rolnej, czy został przejęty przez państwo niezgodnie z prawem. Decyzja wojewody otwiera drogę do odzyskania majątku lub zadośćuczynienia finansowego - podkreśla dyrektor Kolonko.

W kraju lista zagrabionych dóbr ma ponad 200 tys. pozycji. Roszczenia spadkowe do każdej z nich ma średnio od 5 do 10 osób. Wnioski dotyczą budynków, mieszkań, piekarni, warsztatów rzemieślniczych, gospodarstw rolnych, maszyn, a nawet instrumentów. W przypadku woj. śląskiego najwięcej zajętych dóbr jest na terenie Bielska-Białej, Tychów, Katowic, Chorzowa, Pszczyny i Czechowic. Większość to majątki należące niegdyś do Polaków narodowości niemieckiej czy Niemców.

- Wpłynęło do nas 7500 wniosków Polaków narodowości niemieckiej. Poszkodowani to osoby starsze i biedne - mówi Dietmar Brehmen, działacz Mniejszości Niemieckiej na Górnym Śląsku. - Nie ma wśród nich faszystów. To ludzie, którzy na Górnym Śląsku mieszkali i pracowali przez wiele pokoleń - dodaje Brehmer.

Własnością niemiecką był np. budynek zajmowany dziś przez Teatr Rozrywki w Chorzowie, a także schroniska na Błatniej i Klimczoku, liczne hotele i kluby sportowe.

Z drogi sądowej korzysta reaktywowana w 2005 r. firma Giesche SA. Odzyskała już ponad 100 hektarów gruntów w Katowicach. W 1946 r. firmie po nacjonalizacji odebrano wart obecnie miliardy złotych majątek: zakłady, budynki, ziemię, obejmujące niemal jedną trzecią powierzchni Katowic! Zdając sobie sprawę z zagrożenia, jakie dla miasta rodzi ewentualne odzyskiwanie kolejnych utraconych dóbr, katowiccy samorządowcy uznali, że wskrzeszenie firmy Giesche jest bezprawne. Niedawno jednak Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że przedwojenna spółka Giesche SA wciąż istnieje. Jeśli inni sięgną po podobny tryb postępowania, niejedna gmina może stanąć na skraju ruiny.

 

Zabrane na mocy dekretów

Czego dotyczyły akty nacjonalizacyjne?

nieruchomości ziemskich przejętych na podstawie dekretu z 6 IX 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej, przemysłu, gdzie władze przejmowały fabryki, banki, zakłady przemysłowe, handlowe i transportowe;

na początku tymczasowo w zarząd państwowy na podstawie dekretu z 8 III 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich oraz dekretu z 16 XII 1918 r. o przymusowym zarządzie państwowym; jednocześnie nacjonalizacja przemysłu przebiegała na podstawie ustawy z dnia 3 stycznia 1946 r. o przejęciu na własność państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej;

gruntów warszawskich, które na mocy dekretu z dnia 26 X 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze miasta stołecznego Warszawy przeszły na własność gminy, a następnie Skarbu Państwa.

 

Dziennik Zachodni
Aldona Minorczyk-Cichy
http://www.dziennikzachodni.pl/slask/218012,zwrot-dobr-gra-na-zwloke,id,t.html#material_1

Add your comment

Your name:
Subject:
Comment:
Joomla Templates - by Joomlage.com