- Szczegóły
-
Odsłony: 87
Strach przed aspiracjami Ślązaków to dowód ignorancji, która panuje wśród części polskich elit. Niestety, w 90 lat po powstaniach Ślązacy wciąż są traktowani przez resztę Polski jak ciało obce - pisze Józef Krzyk.
Czy istnieje naród śląski? A godka to tylko gwara czy może język? I czy postulaty Ruchu Autonomii Śląska zagrażają integralności Śląska? - nad takimi pytaniami zastanawiali się w czwartek prawnicy, socjolodzy i politolodzy podczas debaty zorganizowanej w Warszawie przez Helsińską Fundację Praw Człowieka.
Rozważania były próbą znalezienia źródeł strachu, który niektórzy prawicowi publicyści i politycy odczuwają przed Ślązakami, a przynajmniej przed liderem autonomistów. Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o śląskości jako zakamuflowanej opcji niemieckiej jest najgłośniejszym przejawem tej postawy. Wątpię, by prezes PiS zmienił opinię w tej sprawie, dobrze by jednak było, żeby wszyscy, którzy w ostatnich tygodniach zastanawiali się, czym jest śląskość, spróbowali popatrzeć na nią tak jak uczestnicy warszawskiej debaty: bez zacietrzewienia i z uwzględnieniem racji drugiej strony.
Zrobił tak prof. Grzegorz Janusz z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, który uważa, że postulaty RAŚ i aspiracje Ślązaków w żadnym stopniu nie zagrażają polskiemu państwu. Jednocześnie jednak prof. Janusz rozumie tych, zwłaszcza mieszkających na terenie dawnej Kongresówki, którzy mają na ten temat inny pogląd. Oni zostali wychowani w tradycji walki o niepodległość - najpierw z Rosją, a potem z Niemcami, więc podejrzliwie patrzą na grupy, które domagają się kultywowania swojej odrębności. Przynajmniej w ich mniemaniu każda odrębność grozi rozbiciem wywalczonej z takim trudem niepodległości.
Na podobne powody strachu przed Ślązakami wskazała też dr Elżbieta Sekuła, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, autorka książki "Po co Ślązakom potrzebny jest naród". Jednak strach niczego tu nie rozwiąże. Silni się nie boją, więc państwo polskie - zdaniem socjolożki - zamiast bać się śląskich aspiracji, powinno wyjść do ludzi z przesłaniem o swych osiągnięciach.
- Niech powie: "Mamy sprawną administrację, zapewniamy wszystkim obywatelom opiekę i ochronę, a także pomagamy w spełnieniu planów życiowych, więc nie boimy się Hanysów!". Niestety, takiego przesłania nie było i za to za polskich polityków się wstydzę - mówiła dr Sekuła.
Według prof. Janusza w Polsce wciąż mało się wie o Śląsku, a tego, czego nie znamy, często się boimy. Sami Ślązacy też nie są jednak w tej sprawie bez winy, bo przespali dobry moment sprzed kilkunastu lat, który udało się wykorzystać Kaszubom. W rezultacie Kaszubi cieszą się dziś prawami uznanej ustawowo mniejszości, o co Ślązacy bezskutecznie się dobijają. I na domiar złego są traktowani jak ciało obce, co przypomniał podczas debaty dr Lech Nijakowski, doradca sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.
Czy to oznacza, że w najbliższym czasie Ślązacy nie mają co liczyć na spełnienie swoich aspiracji? Nie będzie łatwo, ale powoli także w niechętnych hasłom autonomii politykach dojrzewa myśl, że bez dokończenia decentralizacji żadnemu rządowi nie uda się spełnić wszystkich oczekiwań. Więc autonomia, zamiast być zagrożeniem, może okazać się dla wszystkich szansą.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice