Informację podawano z ust do ust. Miasto żyło tylko tym. Majestatyczny sterowiec Graf Zeppelin, cud techniki, wyląduje na gliwickim lotnisku! Wieczorem 5 lipca 1931 roku ponad 200 tys. osób z napięciem wpatrywało się w niebo.
Wieczór był w Gliwicach upalny. Choć miejscowe lotnisko już od dawna było przygotowane na lądowanie zeppelina, nie obyło się bez niespodzianek. Początkowo spodziewano się 100 tys. gości, ale szybko okazało się, że zainteresowanie jest dużo większe. "Der Oberschlesische Wanderer" podliczył, że na lotnisku zjawiło się 200 tys. gości z Niemiec i 20 tys. z Czechosłowacji oraz Polski. Dla widzów przygotowano specjalne miejsca wokół płyty lotniska, z których najtańsze kosztowały pół marki, a najdroższe - na trybunie widokowej - pięć marek (dzieci miały wstęp bezpłatny). Było to sporo, biorąc pod uwagę, że dniówka górnika dołowego (rębacza) na Górnym Śląsku wynosiła w 1931 roku 6,36 marki, a jego roczna pensja brutto w 1933 roku 1849 marek.
Zeppelin w Gliwicach, czyli lądowanie człowieka na Księżycu
Jak pisze Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego, w opracowaniu pt. „ Graf Zeppelin w Gliwicach w roku 1931. Krótka historia sterowców i tego, jak zawładnęły wyobraźnią wielu”, maszyna rozpoczęła swój historyczny lot we Friedrichshafen o godz. 7.55. Kierowali nią powszechnie znani kapitanowie Ernst Lehmann i Hans von Schiller. Ten pierwszy zginie potem w wyniku odniesionych ran podczas katastrofy słynnego sterowca Hindenburg w Lakehurst. Tuż po godz. 15 sterowiec minął Görlitz (Zgorzelec) i znalazł się na obszarze historycznego Śląska. Choć lot przebiegał bez większych zakłóceń, statek powietrzny miał już lekkie opóźnienie spowodowane przeciwnym wiatrem. O godz. 16.15 minął Glatz (Kłodzko), o 16.40 Proskau (Prószków), o 16.45 Neisse (Nysę), a o godz. 17.18 był już widziany nad Kandrzin (Kędzierzynem). Zaledwie kilka minut później został dostrzeżony z wieży lotniska w Gliwicach, by o godz. 17.45 zawisnąć nad płytą.
Procedura lądowania rozpoczęła się o godz. 17.55. Wywieszono specjalną flagę sygnalizacyjną i gdy dziób sterowca ustawił się ku płycie lotniska, zaczęło się opuszczanie balastu z kadłuba. Potem zrzucono liny holownicze i z pomocą 250-osobowej obsługi technicznej zeppelin osiadł miękko na murawie. Manewr - jak pisze Jodliński - trwał dokładnie pięć minut i zakończył się o godz. 18. Tłum wiwatował. Odśpiewano hymn niemiecki i - jak pisał komentator lokalnego dziennika - wszystkich zgromadzonych na lotnisku ogarnęło patriotyczne uniesienie.
- Trudno byłoby dzisiaj znaleźć równie spektakularne wydarzenie w świecie lotniczym, które można by porównać do lądowania zeppelina w Gliwicach. Gdy rozmawiamy, na lotnisku Okęcie ląduje właśnie pierwszy dreamliner, samolot marzeń Boeinga. Ale to nie ta sama skala. Już prędzej lot zeppelina można by porównać do lądowania człowieka na Księżycu czy pierwszego lotu Gagarina w kosmos. To był wielki triumf ówczesnej techniki - mówi Jodliński. Uczucia ówczesnych gliwiczan zrozumiał, gdy znalazł się na szczycie Fudżi, najwyższego szczytu Japonii. - Nagle znalazłem się ponad chmurami i mogłem spojrzeć na ziemię z innej perspektywy. Pewnie to samo czuli pasażerowie zeppelina i ci, którzy oglądali jego lądowanie - mówi.
Zeppelin propagandowy
Data przybycia Graf Zeppelina do Gliwic była najprawdopodobniej zupełnie przypadkowa i związana z kalendarzem jego podróży, ale już sam lot i lądowanie sterowca zostały starannie zaplanowane i miały charakter propagandowy. Po pierwsze - Gliwice były wówczas jedynym miastem na Górnym Śląsku dysponującym nowoczesnym lotniskiem, które mogło przyjąć tak potężną maszynę, jaką był sterowiec.
Jak pisze Jacek Schmidt w "Historii lotniska w Gliwicach do 1945 roku" (Rocznik Muzeum w Gliwicach t. VII i VIII 1994), już w 1925 roku uruchomiono regularne loty z Gliwic do Berlina z międzylądowaniem we Wrocławiu. Linie obsługiwały dwa samoloty kupione w zakładach Junkersa, którym uroczyście nadano nazwy "Ostmark" i "Oberschlesien". W latach późniejszych oferta lotów pasażerskich stale powiększała się o nowe kierunki. Rozbudowano i zmodernizowano infrastrukturę lotniska; oprócz obiektów technicznych oraz biura personelu lotniczego, Lufthansy, urzędu celnego, pocztowego i spedycyjnego powstało wiele udogodnień dla pasażerów, m.in. pokoje gościnne, poczekalnia, restauracja. Kawiarnia ze względu na obszerny taras przylegający do pasa startowego i dający widok na panoramę miasta była atrakcją Gliwic i celem wycieczek mieszkańców. Zorganizowano też bezpośrednie regularne kursy autobusów spod dworca kolejowego na lotnisko.
Ale nowoczesne lotnisko nie było jedynym powodem, dla którego Graf Zeppelin pojawił się w Gliwicach. W 1931 roku przypadała okrągła, 10. rocznica plebiscytu na Górnym Śląsku, w którym ponad 78 proc. mieszkańców miasta opowiedziało się za Niemcami. Przylot zeppelina, latającego cudu techniki, był więc swego rodzaju nagrodą i pokazem niemieckiej siły. Prawdopodobnie z tego powodu lądowanie sterowca w Gliwicach nie spotkało się z zainteresowaniem polskiej prasy. Jak pisze Jodliński, wychodzący w Katowicach "Górnoślązak" donosił 5 lipca 1931 roku o zwolnieniach z Verienigte Oberschlesische Hüttenwerke oraz o samobójcy wyłowionym z Kłodnicy. Dopiero 9 lipca 1931 roku zamieszczono tam krótką wzmiankę o locie sterowca do Gliwic. - Co ciekawe, lądowanie sterowca w Gliwicach nie zostało też odnotowane w opracowaniach poświęconych historii Graf Zeppelina, więc zdobycie szczegółowych informacji na ten temat było utrudnione - mówi Jodliński.
Po raz pierwszy Jodliński przekonał się o tym, gdy kierował jeszcze Muzeum w Gliwicach i postanowił przygotować wystawę poświęconą temu wydarzeniu. Okazało się, że wbrew pozorom w zasobach muzeum nie ma zbyt wielu fotografii przedstawiających sterowiec w Gliwicach. - Z pomocą przyszła rodzina pana Józefa Grala, gliwiczanina, naocznego świadka tamtych wydarzeń, który zrobił unikatowe zdjęcia, która mogliśmy pokazać na wystawie - mówi dyrektor Jodliński.
Na wystawie można było też podziwiać unikatową pocztówkę ze stemplem poczty lotniczej, którą wymieniono podczas lądowania sterowca w Gliwicach. Choć aeronauci nie wysiedli ze sterowca, udało się wymienić okolicznościową pocztę. Ostemplowano kilkaset kartek pocztowych, które poleciały dalej. Po ponad 80 latach jedną z takich kartek dyrektor Jodliński znalazł na amerykańskiej aukcji Ebay. Walczył o nią przez 14 dni. W końcu udało mu się ją kupić za 151 dolarów. - To nie tak dużo, biorąc pod uwagę, że kolekcjonerzy rzucają się na takie perełki - mówi Jodliński.
Graf Zeppelin gościł w Gliwicach pół godziny. Dokładnie o godz. 18.35 włączono silniki i sterowiec, zwalniając balast wodny, po odrzuceniu lin cumowniczych rozpoczął lot ku górze. Po opuszczeniu Gliwic wykonał lot nad okręgiem przemysłowym Górnego Śląska, by ostatecznie około godz. 19.30 wziąć kurs na Friedrichshafen, do którego przyleciał 6 lipca 1931 roku o godz. 5.34 rano. Trzeba przypomnieć, że była to druga wizyta kolosa w Gliwicach. Pierwszy raz Graf Zeppelin przeleciał nad miastem 17 października 1929 roku w trakcie swojej śląskiej podróży, ale wtedy nie wylądował na lotnisku.
Sterowiec z marcepanu
Graf Zeppelin - jak pisze Jodliński - stał się symbolem obecnym w kulturze masowej i bez wątpienia pozostaje jedną z ikon cywilizacji XX wieku. Na wartości zyskały nie tylko przedmioty pochodzące z zeppelinów, ale związane też z osobą samego Grafa von Zeppelin. Wizerunek Ferdynanda Zeppelina trafił na zegarki kieszonkowe, opakowania pasty do butów, igieł, kufle do piwa, pojemniki na chleb. Ozdobił etykiety na butelkach wódki, zagościł na opakowaniach kiełbas. Do dzisiaj zresztą u frankfurckich rzeźników można kupić oryginalną kiełbasę Zeppelina, produkowaną, jak podkreśla informacja handlowa, "za zgodą Jego Ekscelencji Grafa von Zeppelin". Kształt zeppelinów inspirował twórców damskich torebek, drezdeńskich marcepanów, twórców pocztówek i zdjęć. Imię i nazwisko niepalącego księcia pojawiło się na opakowaniach papierosów. Wkrótce, używając języka współczesnego marketingu, brandowanie wyrobów nazwiskiem Grafa von Zeppelin stało się jednym ze źródeł dochodów spółki budującej sterowce. Jak jednak przyznają badacze przedmiotu, wydawanie zgody na wykorzystywanie nazwy i wizerunku odbywało się ze świadomością zawierania trudnych kompromisów i niebezpieczeństwa przekraczania granicy dobrego smaku.
Drobnym gliwickim przykładem użycia wizerunku sterowca jest kalendarzyk, reklama firmy chemicznej LuDi z 1923 roku. Sylwetka zeppelina pojawia się na niej obok aeroplanu, automobilu i transatlantyku. Wizerunek sterowca składa się na typową dla początku lat 20. apoteozę dokonań ludzkości w jej marszu ku nowoczesności. Zapewne i firma LuDi , wydająca taki kalendarzyk, pragnęła do wizerunku firmy nowoczesnej i dynamicznej w ten sposób nawiązać.
Korzystałem z opracowania Leszka Jodlińskiego „Graf Zeppelin w Gliwicach w roku 1931. Krótka historia sterowców i tego, jak zawładnęły wyobraźnią wielu” (Rocznik Muzeum w Gliwicach, tom XX, rok 2007)